Kliknij na zdjęcie by przejść do galerii

piątek, 30 września 2016

Kierunek......SAMOTNIA!!!






Schronisko PTTK "Samotnia" i wędrówka od "Świątyni Wang" przez Pielgrzymy oraz Słonecznik po zejście przez Kocioł Łomniczki stanowiło moje pierwsze zetknięcie z Pasmem Karkonoszy. Pomysł wyprawy oraz najdrobniejsze szczegóły trasy opracował z całym pietyzmem mój wujek
z Wrocławia, którego nawiedziliśmy wraz z weekendem majowym. O ile do tej pory uważałam, że mam szybkie tempo w chodzeniu po górach (nie to żebym przechodziła 6 godzinny szlak w 4 godziny. Po prostu szybko chodzę za to chyba dłużej odpoczywam bo z czasem przejścia raczej mieszczę się w normie) to tempu wuja ledwo co nadążałam. A jest starszy dwadziescia lat! Można sie powstydzic wlasnej kondycji...Z Bartkiem było jeszcze gorzej przeważnie wlókł się za nami, chyba że w pobliżu pojawiały się skałki. Wtedy dostawał niewiarygodnego przyspieszenia i zostawiał nas daleko w tyle. Gdy tylko udało nam się dotrzeć do skał zadzieraliśmy głowy wysoko by go dojrzeć w połowie drogi na szczyt jednego z ogromnych kamieni. A to ci ironia nie?


Swą podróż przez Karkonosze rozpoczęliśmy jak już wspomniałam od Świątyni Wang w Karpaczu. Na pierwszym zdjęciu widać fragment kolejki w jakiej przyszło nam stać. A uwierzcie była tak długa jakby jeszcze dopłacali za stanie w niej, a nie na odwrót. W czasie gdy kolejka posuwała się w ślimaczym tempie zdążyliśmy obejrzeć świątynie oraz przyległy do niej cmentarzyk. Przy okazji zauważyłam, że sporo ludzi znika gdzieś za świątynią. Zawołałam chłopaków z przeczuciem że warto byłoby pójść za nimi. Przeczucie mnie nie myliło wyszliśmy na żółty szlak, który złączył się ze szlakiem niebieskim i poprowadził nas pod Pierzymy, gdzie nastąpiła pierwsza fala ożywienia dla Bartka;)Stamtąd ruszyliśmy ku Słonecznikowi. Dodam, że było to ponad rok temu, jednak dalej pamiętam jaką masę ludzi, mijaliśmy na szlaku. Choć było zimno, to jednak wyjątkowo podczas tego weekendu towarzyszyło nam słońce i czyste niebo. Ruszylismy pod górę po drodze zahaczajac o wspaniale w swych kształtach Pielgrzymy. Zapoznaliśmy się z nimi troszke bliżej szczególniej nasz Bartek sie zapoznawał, ale dla nas wszystkich kamole to niesamowita frajda. JEŚLI KTOŚ Z WAS PRZECHODZIŁ SZLAKIEM OPODAL PIELGRZYMÓW I NIE ZATRZYMAŁ SIĘ PRZY NICH NA DLUŻSZĄ CHWILE MA CZEGO ŻAŁOWAĆ. Dalej już coraz ostrzej pod górę ruszyliśmy w stronę Słonecznika. Ten zrobił na mnie mniejsze wrażenie niż Pielgrzymy, ale nie tracąc okazji obeszliśmy go z każdej strony. Z racji tego, że znajduje się na skrzyżowaniu różnych szlaków dużo turystów przy nim odpoczywa. Oczywiście w weekend majowy było nas co niemiara. W dalszą wędrówkę ruszyliśmy        szlakiem czerwonym przez krawedź kotła Wielkiego Stawu, skąd doszliśmy do "Samotni". Tu oczywiście zabawa na sto dwa. Dużo ludzi, karkówka z grilla, kiełba i ogólnie nastrój zabawowy. Po próbie uchwycenia i wzrokiem i aparatem każdego ze zdumiewających widoków uznaliśmy, że czas odpocząć, a co najważniejsze zasilić żołądki karkówkami, szaszłykami i kiełbą z grilla, a jakże;) Po przestudiowaniu mapy ustaliliśmy wspólnie jak iść i ruszyliśmy do schroniska "Dom Śląski", skąd zeszliśmy szlakiem czerwonym do Karpacza. Przy szlaku znajduje się pomnik poświęcony ofiarom gór. Zeszliśmy z gór dobrze po godzinie 18, więc końcowy etap wędrówki przez las był mocno zaciemniony, ale od czego są latarki. Zadowoleni na koniec ruszyliśmy przez pół Karpacza pod górę do samochodu i na tym skończyła się nasza pierwsza wyprawa w Karkonosze.